Popper – krytyka indukcjonizmu

Oceń tę pracę

Popper przeprowadza krytykę indukcjonizmu. Punktem odniesienia tej krytyki nie jest w tym przypadku niezawodność rozumowania indukcyjnego, czy samo rozumowanie indukcyjne, lecz problemu obserwacji. Indukcjonizm (naiwny) przyjmuje dwa podstawowe założenia dotyczące obserwacji: nauka wychodzi od obserwacji i obserwacja dostarcza bezpiecznej podstawy, z której można wyprowadzić wiedzę.

Karl Popper (fot. ze zbiorów Biblioteki London School of Economics, udostępniona w ramach projektu The Commons)

Indukcjoniści sądzą, że obserwacja dokonana poprzez organ wzroku jest obiektywna, tzn. Dwóch obserwatorów spoglądających na ten sam przedmiot w tym samym miejscu widzą tę samą rzecz. Co więcej poprzez organy wzroku mamy mniej lub bardziej bezpośredni dostęp do świata zewnętrznego. Popper uważa, że dwaj obserwatorzy patrzący na ten sam przedmiot niekoniecznie muszą widzieć to samo, a obraz jaki widzą nie jest spowodowany tylko fizycznym obrazem powstającym na ich siatkówkach. Przedstawia prosty przykład z rysunkiem schodów, które można widzieć jako stopnie widziane z dołu bądź z góry. Argument ten można rozwinąć w horyzoncie obserwacji naukowej. Popper twierdzi, że to co widzi obserwator w znacznej mierze zależy od jego subiektywnej wiedzy i jego subiektywnego doświadczenia i oczekiwań. Obserwator nierzadko musi posiadać pewną wiedzę lub też posiadać już pewne doświadczenie, żeby zobaczyć pewne rzeczy, żeby dokonać obserwacji. Popper jako przykład daje obrazy widziane przez mikroskop lub obrazy widziane przez teleskop. Podobnie rzecz się ma obrazami na zdjęciach rentgenowskich. Doświadczony radiolog dostrzega co innego na takich zdjęciach niż laik czy początkujący student medycyny. Zatem doznania zmieniają się wraz wiedzą doświadczaniem obserwatora. Bezpieczna podstawa dla nauki według indukcjonistycznej teorii to zdania obserwacyjne, które sąobiektywne i ogólne. Są one wyprowadzane ze zdań szczegółowych na zasadzie indukcji. Popper zwraca uwagę na bardzo ważną sprawę: zdania obserwacyjne muszą być wyrażone w języku pewnej teorii. Poprawne zrozumienie takiego zdania zakłada rozumienie poszczególnych wyrazów, z których się składa. Owe zdania mogą być wyrażane w języku pewnej teorii i są ograniczane tą teorią. Mogą być co najwyżej tak precyzyjne jak precyzyjna jest ta teoria. Widzimy zatem pewne pierwszeństwo i wyższość teorii nad obserwacją i nad zdaniami obserwacyjnymi. To jest sprzeczne z indukcjonistyczną teorią, która mówi, iż pojęcia uzyskują znaczenie dzięki obserwacji. Zatem nauka nie opera się na obserwacji skoro obserwację wyprzedza teoria. Aby wykazać poprawność zdania obserwacyjnego należy się odwołać do teorii nie obserwacji. Sama obserwacja pozostanie jałowa. Bywa, że zdania obserwacyjne upadają, gdy upada teoria założona w akcie obserwacji. Zdanie obserwacyjne mówiące, że słońce porusza się wokół ziemi, okazuje się fałszywe, gdy upada założona geocentryczna teoria. Kolejny przykład wzięty. Na początku badań w obrębi tej dziedziny sądzono, że naelektryzowane pręty stają się lepkie, ponieważ  “przyklejają” się do nich kawałki papieru. Dziś wiemy, że ten sąd jest błędny. Błędne pojęcie lepkości zostało zastąpione pojęciami przyciągani i sił co rzuciło nowe światło na obserwację. Widzimy jak duży  wpływ ma uprzednio założona teoria w rozumieniu obserwacji. Konkludując: indukcjonista myli się w dwóch punktach: nauka nie wychodzi od zdań obserwacyjnych i zdania obserwacyjne nie tworzą  trwałej podstawy dla nauki co widać na wyżej wymienionych przykładach. Teoria wyprzedza obserwację, a zakładana przez (naiwny) indukcjonizm zasada nieuprzedzonej obserwacji nie daje się wcale utrzymać. Omawiany związek teorii z obserwacją poważnie godzi w założenia indukcjonizmu. Z powyższych rozważań wynika ważna konsekwencja, ważna nie tylko w świetle rozważań nad indukcjonizmem. Błędne teorie prowadzą do błędnych i wniosków i dają fałszywe wskazówki. Popper jednak rozwiązanie problemu widzi w doskonaleniu i rozszerzaniu teorii, nie na zapisywaniu wyników  nieskończonej liczby obserwacji. Zdania obserwacyjne są przesiąknięte teorią jak pisze Popper.

Czy filozof powinien interesować się polityką?

5/5 - (1 vote)

Jadąc kiedyś pociągiem z Olsztyna do Torunia byłem świadkiem ciekawej rozmowy trojga pasażerów. Zwykle tematem rozmów nieznajomych ludzi, którzy spotkali się w jednym przedziale jest polityka. Jak powszechnie wiadomo każdy Polak zna się na polityce najlepiej, dlatego rozmowa ta była raczej monologiem trzech osób przedstawiających swoje poglądy, a nie dyskusją. Owe osoby stanowiły dość ciekawy, chociaż zupełnie niepełny przekrój polskiego społeczeństwa: starszy mężczyzna pochodzący z Olsztyna, młody żołnierz na przepustce i nauczycielka w średnim wieku, trzymająca na kolanach „Politykę”. Rozmowa toczyła się na temat Unii Europejskiej, czyli tematu jak najbardziej politycznego. Z zaskakująca precyzją określiłem poglądy tych trzech osób, zanim jeszcze „dyskusja” rozgorzała na dobre. Otóż starzy mężczyzna był stanowczo przeciw Unii, bo nie chciał, żeby tereny, na których mieszkał, zostały zajęte, tak jak przed II wojną światową, przez Niemców. Młody żołnierz, widząc poprawę w polskim wojsku po wejściu do NATO, skłaniał się ku Unii, chociaż widział w niej taki sam „burdel” (tylko cytuję) jak w polskim wojsku, który nadal w nim pozostał, mimo członkostwa Polski w NATO. Natomiast nauczycielka była zdecydowania za UE, widząc w niej perspektywy lepszych zarobków i rozwoju kraju. Przysłuchując się rozmowie zadałem sobie pytanie, czy gdybym zainteresował się (w większym stopniu) polityką, mógłbym tych trzech dyskutantów doprowadzić do porozumienia, a sam uzyskać odpowiedź na pytania chociażby o Unię Europejską.

Otóż mankament owych trzech osób polegał na tym, że patrzyli oni na politykę poprzez pryzmat swych jednostkowych doświadczeń, bojąc się, czy też oczekując po wprowadzenie zmian politycznych, jakiś strat czy korzyści dla siebie. Jest to oczywiście naturalne podejście człowieka do polityki. Jednak w głosie każdej z trzech osób brzmiała nutka niepewności co do tego, jaka czeka ich przyszłość. Polityka obserwowana z punktu widzenie celów jednostkowych zawsze budzi takie poczucie. Patrzenie z szerszej perspektywy likwiduje, przynajmniej po części, ten niepokój. A szersze spojrzenie można uzyskać poprzez interesowanie się polityką w teorii. Zrozumienie mechanizmów politycznej gry, na pewną pozwala ją lepiej zrozumieć; a co lepiej zrozumiałe tym mniejszy budzi strach i obawę. Dlatego uważam, ze filozof powinien interesować się polityką.

Teoria polityki jest dziś domeną politologów, lecz nie zapominajmy, że już najznakomitsi filozofowie starożytni tą dziedziną wiedzy się zajmowali, a polityka przez długi czas jedną z podstawowych dziedzin filozofii praktycznej. Chociażby z takiego powodu filozof powinien się polityką interesować. Ale wróćmy do poprzedniego powodu, czyli do zrozumienia mechanizmów jakimi rządzi się polityka, bo ta racja wydaje mi się najważniejsza. Wymyślanie wyrafinowanych systemów politycznych przez filozofów moim zdaniem nie miało nigdy sensu, bo było one bardzo trudne do wprowadzenia w rzycie społeczne, wręcz utopijne. Poza tym mamy dobry przykład marksizmu, że nie należy słuchać filozofów tworzących swoje własne systemy polityczno-społeczne. A więc nie wymyślanie, lecz po pierwsze zrozumienie. Z tym wiąże się przede wszystkim poznanie. „Wszyscy ludzie z natury dążą do poznania” – pisze Arystoteles. Gdyby tak było nie mielibyśmy w Polsce ignorantów politycznych, którzy często wypowiadają się na tematy, o których nie mają pojęcia. Oczywiście nie trzeba być filozofem, by takim ignorantem nie być, ale filozof, którego zawodową koniecznością jest poznanie, filozof kojarzony (przynajmniej do niedawna) z mądrością, powinien na tematy związane z polityką (oczywiście nie tylko polityką, ale o niej jest tu mowa) potrafić się wypowiedzieć, nie używając pustosłowia. Chociaż by po to by wyjaśnić ignorantom pewne kwestie.

Pytanie czy filozof powinien interesować się polityka jest pytaniem czy powinien się nią interesować człowiek w ogóle. Nie potrafię tu podać powodu, dla którego filozof miałby się polityką zajmować, a np. sklepikarz nie. W państwie demokratycznym ,w jakim żyjemy, mamy przynajmniej częściowy wpływ na rzeczywistość polityczną, która obecna jest w każdym aspekcie naszego codziennego życia. Polityka jest teorią, mimo że zniekształconą przez wtłoczenie do rzeczywistości społecznej, to jednak na teorii opierającą swe podstawy. Gdy zrozumiemy podstawy polityki, uświadomimy sobie jakimi regułami rządzi się otaczająca nas rzeczywistość, w której na pierwszy rzut oka polityki nie widać, lecz po dokładniejszej obserwacji obecność jej aż przytłacza. Poznanie tych praw pozwoli nam wtedy lepiej funkcjonować w tym pełnym polityki świecie. Każdy człowiek, czy tego chce czy nie, jest obywatelem jakiegoś państwa. Filozof także, więc powinien on zainteresować się polityką nie tylko z czysto poznawczych przyczyn, lecz także jako obywatel.

W tym momencie przed filozofem jako obywatelem rysują się cele praktyczne poznania polityki, cele które przynoszą pewną korzyść. Korzyść ta istnieje w odniesieniu do funkcjonowania w społeczeństwie oraz lepszego wykorzystywania swoich praw obywatelskich.

Traktując filozofa tak samo jak każdego innego obywatela państwa, należy zastanowić się czy pytanie postawione w temacie ma jakikolwiek sens. Czy filozof powinien inaczej traktować politykę niż inni ludzie? Jeśli rozpatrywalibyśmy to pytanie w perspektywie korzyści praktycznych jakie może odnieść zwykły obywatel i filozof (oczywiście nie mówię, że filozof jest obywatelem niezwykłym; jest to tylko rozróżnienie) z interesowanie się polityką, to wydaje się, że nie. Natomiast gdy pytanie to rozpatrywalibyśmy w kontekście celów poznawczych, jakie interesowanie się polityka daje człowiekowi, to sądzę, że filozof powinien się polityką w wysokim stopniu interesować. Ale nie każdy filozof. Myśliciel, zajmujący się teorią poznania czy logiką, nie potrzebuje żadnej wiedzy z dziedziny polityki, by uprawiać swą nauka. Wiemy jednak, że istnieją także inne działy filozofii np. filozofia kultury czy polityki. Filozof, zajmujący się tą dziedziną wiedzy jak najbardziej powinien się interesować polityką, nie tylko w sensie teorii polityki, lecz także polityki uprzedmiotowionej w naszym świecie społecznym. Gdyby tak nie było, taki myśliciel wydałby mi się co najmniej dziwny. To tak, jakby teoretyk muzyki nigdy nie słuchał muzyki. Filozofia kultury i polityki, chcąc wyjaśnić, czym jest kultura, jakimi rządzi się prawami, musi się do tej kultury odwoływać, musi ją stale obserwować, a ma zadanie ułatwione, gdyż owa kultura (do której należy także polityka) zewsząd nas otacza.

Wróćmy jeszcze do kwestii interesowania się polityką w celu praktycznym, jako obywatele. Omawianie tego zagadnienia przy użyciu słowa powinien (którego używałem) nie wydaje mi się tu stosowne. Powinno się do tego powinien dodać „jeśli chce”. Nie chce tutaj wskazywać, co człowiek powinien rozbić, a co nie. Jest to jego indywidualna sprawa. Natomiast bez jakichkolwiek problemów mogę mówić, i chyba większość przyzna mi rację, że filozof ze względu na cel poznawczy, związany z przedmiotem jego badań, nie tylko powinien, lecz także musi interesować się polityką.

Pozostaje jeszcze jeden ważny szczegół. Jeśli filozof jest polityki ciekawy i zgłębia o niej wiedzę, to w naszym kraju ma często okazję się tą wiedzą popisać i mile połechtać swoją dumę, wyjaśniając ignorantom pewne kwestie. W Polce polityka jest częstym przedmiotem dyskusji, zwłaszcza w pociągach. Więc miłego staruszka, młodego żołnierza i nauczycielki w średnim wieku, których filozof spotka w przedziale pociągu, może ich tylko zapytać: „Czy zastanowili się państwo nad logiczność waszych wniosków?”

Maciej Sułkowski

Matematyka hellenistyczna i jej oddźwięk w myśli filozoficznej

Oceń tę pracę

Matematyka jako nauka rodzi się w okresie hellenistycznym. Wcześniejsza matematyka, znana z okresu staro babilońskiego i faraońskiego oraz ta późniejsza znana jako helleńska, była raczej rzemiosłem, narzędziem. Taka matematyka wzięła swój początek z umiejętności rachowania, obecnej w Starożytnym Egipcie. Niemniej jednak matematyką w tamtym okresie nazywano gotowe przepisy jak rozwiązać dany problem, były to przepisy arytmetyczne, bądź geometryczne. W żadnej mierze nie dochodziło wtedy do tłumaczenia samych reguł. Był to okres, w którym doszło do wykształcenia wielu matematycznych pojęć, np. nazewnictwo figur płaskich i przestrzennych; nie skupiano się jednak na regułach rządzących obliczeniami. Była jakąś formą wiedzy empirycznej, jednak na pewno nie była nauką w takim sensie jakim ją dziś pojmujemy.

Pomostem między prematematyką egipską i mezopotamską wiodącym do matematyki hellenistycznej, która stanowiła już naukę, jest matematyka helleńska[1]. Matematyka hellenistyczna to głównie zasługi Talesa, Euklidesa i Platona. Tales już nie zajmuje się tylko receptą na rozwiązanie problemu, lecz konstruuje twierdzenie wraz z dowodem. Tales, był krytykowany między innymi przez ucznia Arystotelesa, że jego twierdzenie jest oczywiste, że wręcz nie wymaga dowodu. Należy dowodzić twierdzenia nieoczywiste, co wymagało wszakże rozwinięcia systemu dedukcyjnego. Niemniej jednak twierdzenie Talesa wraz z dowodem popchnęło matematykę na nową drogą, drogę właśnie naukową. Polegało to na zajmowaniu się samymi regułami i konstruowaniu rzetelnych dowodów matematycznych.

Prześledźmy na kilku przykładach dlaczego matematyka helleńska nie była jeszcze nauką sensu stricte. Biorąc pod uwagę chociażby doskonale znane paradoksy Zenona z Elei, dochodzimy do wniosku, że zajmował się on pojęciami ciągłości, przestrzeni i czasu. Skąd jednak aporia? Zenon wziął pod uwagę jedynie same pojęcia jako kostrukty myślowe, nie zajmował się ich matematycznymi modelami. Dlatego dziś paradoksy eleaty są bardziej zagadnieniem filozoficznym niż matematycznym. Były analizowane wtedy tylko w sposób językowy a nie matematyczny. Również nieco podobny problem ma rozważanie Platona występujące Menonie, dowód mówiący, iż mając kwadrat i budując kolejny o boku będącym przekątną pierwszego, drugi stanowi podwój pierwszego. Dowód polega na wskazaniu, że kwadrat zbudowany jest z czterech trójkątów, tak dzielą kwadrat jego przekątne. Rozumowanie polega tylko i wyłącznie na eksplikacji dosyć oczywistego przypadku, dzięki temu mógł to zrozumieć chociażby niewolnik nie mający w życiu nic wspólnego z geometrią[2]. Taki dowód nie wchodzi w skład żadnej istotnej teorii matematycznej, a sama eksplikacja nie czyni go „naukowym” w naszym rozumieniu.

Okres helleński stanowił pewne dojrzewania wiedzy matematycznej, eksplikacji pewnych problemów, przygotowywał grunt naukowej matematyce tworząc odpowiednie pojęcia. Rozwój narzędzi logicznych, dedukcyjnych w konsekwencji przynosi nam epokę matematyki hellenistycznej, mającej swych przedstawicieli w dwóch wybitnych osobach, mianowicie Euklidesa i Archimedesa.

Doświadczenia matematyków helleńskich ujawniły nam jedną bardzo ważną zależność, otóż pozornie oczywiste twierdzenia geometryczne, takie chociażby ja omówiony dowód Platona o kwadracie, mogą logicznie implikować o wiele mniej oczywiste[3]. Zwrócono również uwagę na aporie, tak te pitagorejskie jak i eleackie. Aporie potwierdziły niesamowitą ważkość problemów związanych z pojęciami czasu i przestrzeni, nieskończoności. Zaczęto dyskutować relacje między pojęciami właściwymi matematyce a pojęciami dotyczącymi świata realnego.

Euklides na kartach „Elemntów” stosuje już typowo naukowe podejście, definiuje poszczególne figury za pomocą figur prostych i niedefiniowalnych jak punkty i proste. Podaje twierdzenia dotyczące figur, które są tak oczywiste, że można je przyjąć bez dowodów. Dzisiaj twierdzenia te nazywamy postulatami geometrii Euklidesa. Kolejne jednak twierdzenia przyjmujemy tylko i wyłącznie na podstawie dowodów. Jest to naukowe podejście, którego doczekała się hellenistyczna matematyka. Wychodząc od niedowodliwych postulatów, stosując odpowiednie reguły wnioskowania logicznego – dowodzimy każdego następnego twierdzenia. Ważnym aspektem jest, że matematyka zaczyna operować właściwymi jej idealnymi modelami, nie posługujemy się już tutaj rysunkiem i doświadczeniem oraz eksplikacją. Euklides wytycz sobie pewien właściwy matematyce sposób postępowania i skrupulatnie się go trzyma. Nigdy nie posługuje się figurą wcześniej nie zdefiniowaną, czy figurą, której nie wyjaśnił konstrukcji. W jego geometrii wszystko jest matematycznie ścisłe i jasne. Euklidesowa geometria stała się wzorem do naśladowania wielu nowożytnych myślicieli, urzekła ich niesamowita ścisłość, stąd nowożytne hasło – more geometrio.

Większość teorematów użytych w „Elementach” było znanych już przed Euklidesem. Sam Euklides podobno część z nich spisał w dziełach, które niestety się nie zachowały. Należy jednak dostrzec pewien bardzo ważny aspekt holistyczny jego dzieła. Euklides tworzy pewien system twierdzeń, pewna sieć twierdzeń nieraz dość zaawansowanych, które każde z nich możny wyprowadzić zgodnie z logicznymi regułami z postulatów, czyli twierdzeń najprostszych[4]. Arystoteles miał intuicję jak stworzyć taki system napisał: „właściwe zasady są tego rodzaju, jak definicja linii i prostej…”[5]. Istnieją oczywiście ogromne różnice pomiędzy eksplikacjami Platona czy Arystotelesa a systemem stworzonym przez Euklidesa. Istnieje pewna jednolita, logiczna charakterystyka „Elementów”, występuje tak logiczna jednorodność, nie pojawiają się już tam mieszanki eksplikacji czy sofistycznych dowodów. Oczywiście było świadomym zamiarem i wyborem autora, świadczącym o jego matematycznym warsztacie. Niewątpliwą zasługą Euklidesa było oddzielenie przynajmniej części rozumowań filozoficznych od matematycznych oraz konstruowanie modeli matematycznych i na nich opieranie swoich dowodów.

Co więcej zaskakującym faktem jest, że na polu modeli matematycznych, starożytni znali również trygonometrię. Jedyną różnicą miedzy obecnie znanymi funkcjami było to, iż grecy zamiast sinusa stosowali funkcję cięciwy. Można było dokonać proste matematyczne przejście z cięciwy do sinusa. Metodami odpowiadanymi algebrze nie da się wyliczyć cięciwy odpowiadającej łukowi o oznaczonej długości. Nie da się zrobić tego doświadczalnie za pomocą cyrkla i linijki, potrzeba do tego znajomości zależności trygonometrycznych. Właśnie takie przypadki kierowały matematykę na nowe tory z algebry do trygonometrii, już w hellenistycznej Grecji obserwowalny był ten fakt. Obala to pogląd, który dość długo pokutował w umysłach historyków nauki, jakoby Grecy posługiwali się tylko cyrklem i linijką, nie tworząc matematycznych pojęć i modeli. Okazało się, że grecy stosowali cyrkiel i linijkę tylko z wygody, w stosunku do prostszych problemów. Doskonale widać rozwój trygonometrii na przykładzie indyjskim. Wykorzystali oni grecki model cięciw, głownie za sprawa emigrantów z Aleksandrii. Pomińmy jednak kwestię czysto historyczną, chodziło o to iż bardzo szybko przekształcili grecką cięciwę w sinusa.

Dochodzimy do bardzo ważnej obserwacji na gruncie historii nauki. Zawsze uważało się, iż nauka nowożytna jest niejako „lepsza” i właściwa w porównaniu do starożytnej. Starożytni mogli jedynie ją prefigurować, lub mieć jakieś niejasne intuicje[6]. Nawet jeśli chodziło o proste przekształcenie jakiegoś starożytnego dowodu, czy chociażby podzielenie przez dwa, czy przytoczony powyżej przypadek z rozwiązaniami trygonometrycznymi, wciąż pokutował pogląd o wyższości nauki nowożytnej. Nie chodziło o samą wyższość, gdyż ta wydaje się być oczywista, lecz o pewne niesprawiedliwe dyskryminowanie matematyków starożytnych. Starożytni być może nie zdołali wykończyć swojej nauki,, na tyle by stworzyć coś na miarę osiągnięć nowożytnych, jednakże nie były to błahe intuicje, lecz porządne podwaliny pod nowożytną naukę. Można przytoczyć przykład „Elementów” Euklidesa, która były jedynym i rzetelnym podręcznikiem geometrii przez kilkanaście stuleci, a nowożytni zachwycali się geometrią greka. Osiągnięcia takie jak geometria Riemanna czy inne nieeuklidesowe, zmieniały raptem jeden postulat nauki greckiego matematyka. Grecy rozwinęli nie tylko geometrię płaską ale również przestrzenną, była ona wtedy oczywiście na usługach astronomii i geografii matematycznej[7]. Za sprawą Menelaosa i Teodozjusza geometria przestrzenna nie była tylko zbirem egzemplifikacji, lecz doczekała się solidnego teoretycznego opracowania.


[1] Por. Lucio Russo, „Zapomniana Rewolucja”, Universitas, Kraków 2005, s. 48

[2] Por. Lucio Russo, „Zapomniana Rewolucja”, Universitas, Kraków 2005, s. 53

[3] Por. Lucio Russo, „Zapomniana Rewolucja”, Universitas, Kraków 2005, s. 54

[4] Por. Lucio Russo, „Zapomniana Rewolucja”, Universitas, Kraków 2005, s. 62

[5] Arystoteles, „Analityki wtóre”, I, x, 76a, 40

[6] Por. Lucio Russo, „Zapomniana Rewolucja”, Universitas, Kraków 2005, s. 73

[7] Por, tamże, s. 74

Natura rewolucji w ujęciu Hannah Arendt

Oceń tę pracę

Pojęcie „rewolucja” często potocznie kojarzone jest z przemocą i gwałtem. W potocznym rozumieniu podobne jest do wojny, można powiedzieć wojny domowej. Nie mniej jednak, jeśli chcemy ukazać prawdziwe oblicze rewolucji, nie możemy się zadowolić potocznymi intuicjami, należy wydobyć całą głębię tego pojęcia. Na tym polega filozofia i Hannah Arendt właśnie tak stara się pokazać rewolucję w swojej książce.

Państwa od zarania dziejów charakteryzowały przemiany, zmiany ustrojów, zamiany sposobu myślenia obywateli, państwa były uwikłane w konflikty wewnętrzne jak i zewnętrzne. Należy zadać sobie pytanie, czy owe przemiany miały charakter rewolucyjny, a jeśli nie to kiedy przyszedł czas na rewolucje w dziejach ludzkości. Rewolucja nie jest to „zwykła” zmiana, nie jest to zmiana powolna, ani też tylko gwałtowna. Te przymiotniki nie wyczerpują charakteru zmian rewolucyjnych. Rewolucja jako przewrót jest zjawiskiem, które za główny cel stawia sobie wprowadzenie nowego porządku w różnych dziedzinach życia: społecznego, politycznego i ekonomicznego. To wciąż za mało, podstawowym celem rewolucji jest jak i dążeniem jest, jak pisze Arend.

Co współczesna nauka mówi o istocie życia? Analiza poglądów Leakeya i Lewina

5/5 - (1 vote)

Poznanie początków życia jest problemem, który od zawsze interesował człowieka. Na czym polega życie, jaka jest jego istota? To „nieomal pierwotna potrzeba poznania naszych początków” [s.15] piszą Leakey i  Lewin w swej książce. Autorzy przedstawiają metodę dzięki, której możemy coś powiedzieć o życiu, jego początkach jak i o samym życiu. „Teraźniejszość jest kluczem do przeszłości” to zdanie często się powtarza w tej książce i charakteryzuje paleontologiczno-ewolucyjną metodę autorów. „Poszukiwanie skamieniałości w prastarych osadach daje bezpośredni kontakt z historią naszego gatunku” [s. 15].

Metoda ta daje oczywiście o wiele większe możliwości niż tylko pokazanie historii homo sapiens, pokazuje historię życia w ogóle na ziemi, od kambryjskiej eksplozji do czasów współczesnych. Szerokie ewolucyjne spojrzenie na życie pokazuje nam jak bardzo jest ono integralne. Jak poszczególne aspekty życie są podobne na poziomie komórki, danego organizmu, całego gatunku czy ogółu istot żywych. Takie spojrzenie pokazuje dużo więcej niż funkcjonalne definiowanie życia. „Biologia ewolucyjna i ekologia to nauki, które są bliskie ujawnienia głębszej rzeczywistości życia” [s. 17].

Wielowymiarowość i złożoność kategorii antropocenu może stanowić okazję do poważnego i autentycznego ponownego rozwiązania problemów ekologicznych dzisiejszego świata. Staje się coraz bardziej jasne, że procesy naturalnej degeneracji są często nieodwracalne i że nawet szeroko rozpowszechnione środki zaradcze nie mogą powstrzymać strat reprodukcyjnych.

Kultura materialna łowców i zbieraczy jest zdeterminowana ciężarem tego, co ci ludzie (zwłaszcza kobiety) są w stanie unieść. Posiadanie ludzi ogranicza się do tego, co najważniejsze – razem ważą około 10 kilogramów. Nie oznacza to, że ich umysłowy świat jest ubogi. Lewin zauważa, że „łowcy-zbieracze wolą nosić kulturę w głowie, a nie na plecach”. To bogaty świat przekazu ustnego pieśni, opowieści i rytualnych tańców…


Leakey R., Lewin R., Szósta katastrofa, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999