Dlaczego…

Dlaczego wszechświat jest taki, jaki jest?

Małe dzieci, a szczególnie mali chłopcy, mają specyficzną tendencję do zadawania pytań. Wkraczają w świat, który ich dziwi i zastanawia. Chcą wiedzieć, dlaczego jest tak a nie inaczej. Zadają pytania z przekonaniem, że istnieje na nie odpowiedź. Nie dopuszczają myśli, że czegoś nie da się wytłumaczyć. Gdy człowiek dorośnie, przeważnie traci to zdziwienie światem. Świat staje się oczywisty. Wystarczy jednak chwilę się zastanowić żeby ujrzeć ogromną dziwność tego, co nas otacza. Otacza nas mianowicie bardzo skomplikowany wszechświat. Żyjemy w pięknym pałacu, który nie da się porównać swoją złożonością do żadnej konstrukcji zbudowanej ręką ludzką. Pałac jest tak skonstruowany, że umożliwia nam on życie. Kiedy dostrzeżemy to piękno konstrukcji i złożoności, nie sposób zapytać, w jaki sposób coś takiego mogło powstać. Dlaczego wszechświat jest taki, jaki jest? Przecież mógłby być on całkiem czymś innym. Jakąś brzydką konstrukcją nieprzyjazną dla życia istot rozumnych. Mógłby być po prostu nieprzyjaznym chaosem.

Czy zegarmistrz jest ślepy?

Aby wytłumaczyć, dlaczego wszechświat jest w jakiś sposób uformowany zamiast być zwykłym chaosem, najprościej byłoby odwołać się do jakiejś istoty rozumnej. Dlatego też problem uformowania był przez długie wieki najsilniejszym argumentem ludzi wierzących na rzecz istnienia Boga. Twierdzili oni, że w inny sposób tego problemu nie da się rozwiązać, więc Bóg istnieje. W osiemnastym wieku Teolog William Paley przedstawił obrazowo ten dowód na istnienie Boga. Wyobraził on sobie sytuacje taką: pewien człowiek idzie po pustyni i znajduje tam zegarek. Może on przypuszczać, że zegarek powstał przez przypadek. Jednak wystarczy chwila namysłu żeby odrzucić taką ewentualność. Zegarek jest bardzo skomplikowanym i użytecznym mechanizmem, więc należy przypuszczać, że został skonstruowany przez istotę rozumną w jakimś celu. Ludzkie ciała i cały wszechświat są jeszcze bardziej skomplikowanymi mechanizmami niż zegarki, więc musiały one zostać skonstruowane celowo przez bardzo inteligentną istotę.

Argument powyższy za istnieniem Boga osłabł na sile wraz z odkryciem przez Darwina teorii ewolucji. Okazało się, że aby stworzyć tak skomplikowaną maszynę, jaką jest człowiek nie potrzeba jakiegoś superkonstruktora. Wystarczy tylko prosta bakteria, odpowiednie warunki i trochę czasu. Nie potrzebny jest Bóg, aby z bakterii powstał człowiek. Także inne odkrycia, takie jak prawa ruchu Newtona, zdawały się świadczyć za tym, że da się wytłumaczyć powstanie człowieka i wszechświata przy pomocy pewnych praw, nie odwołując się do inteligentnej istoty.

W 1976 roku angielski biolog Richard Dowkins napisał książkę pod tytułem The Selfish Gene. Książka ta została przetłumaczona na język polski w 1994 roku i wydana pod tytułem „Ślepy zegarmistrz”. W książce tej autor starał się między innymi pokazać, że argument z zegarkiem na pustyni wcale nie musi prowadzić do uznania Boga. Zegarmistrzem w rzeczywistości może być ślepa przyroda. Wprawdzie zegarek jest mniej skomplikowaną konstrukcją od człowieka, ale nie można wytłumaczyć powstania zegarka na drodze doboru naturalnego, a powstanie człowieka można w ten sposób wytłumaczyć. Argument Paleya nie może zatem być dowodem na rzecz istnienia istoty rozumnej. Książka Dowkinsa spotkała się z wielkim uznaniem wśród ludzi nauki. Wielu z nich uznało, że w podobny sposób jak powstanie człowieka da się wytłumaczyć powstanie wszechświata. Wiec zegarmistrz może być w rzeczywistości ślepcem.

Od czasów Darwina i Newtona wszystkie odkrycia naukowe zdawały się potwierdzać to kalectwo zegarmistrza. Jednak sytuacja zaczęła się zmieniać w drugiej połowie XX wieku. Uczeni odkryli bowiem wiele prawidłowości w naszym wszechświecie, które umożliwiły powstanie istot rozumnych, a które trudno jest wytłumaczyć odwołując się do praw. Na przykład gdyby odrobinę zmienić stałą grawitacji, to ziemia nie mogłaby się obracać wokół słońca i tym samym nie powstałoby inteligentne życie. Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania wszechświata gdzie stała grawitacji jest taka, że umożliwia powstanie życia jest bardzo małe. A to jest tylko jedna stała w przyrodzie. Oprócz niej istnieją inne stałe. Gdyby na przykład oddziaływania silne miały mniejszą bądź większą wartość niż mają, to nie powstałyby atomy. Stałe w przyrodzie nie wynikają z żadnych praw. Są one stałymi elementami przyrody. Prawdopodobieństwo przypadkowego zaistnienia takiego wszechświata, który umożliwia jakiekolwiek życie można znowu przyrównywać do przypadkowego powstania zegarka na pustyni. Takie zdarzenie jest możliwe, ale niezwykle mało prawdopodobne. Wiara w ślepego zegarmistrza została więc poważnie zachwiana.

Wśród naukowców znowu pojawiło się pytanie, czy koniecznie należy przyjąć istnienie istoty rozumnej, która stworzyła świat. Fizycy wzbraniają się przed taką ewentualnością. Jest tak dlatego, że rodzi ona wiele pytań, na które ciężko znaleźć sensowne odpowiedzi. To są pytania typu, kto stworzył Boga i co robił Bóg przed stworzeniem. Aby prowadzić badania naukowe należy założyć, że da się problem wyjaśnić bez odwoływania się do istoty, której nie da się zrozumieć. Gdyby naukowcy tego założenia nie robili, to nigdy nie dowiedzielibyśmy się o czymś takim jak ewolucja. Darwin założyłby po prostu, że Bóg stworzył człowieka z gliny i nie ma sensu odwoływać się do innych teorii. A jak on go stworzył to jest jego tajemnica. Dlatego nawet, jeżeli Bóg istnieje, należy zakładać, że da się dany problem rozwiązać bez odwoływania się do jego interwencji. Bez tego nie byłoby rozwoju w nauce. I rzeczywiście naukowcom udało się stworzyć teorie konkurencyjne w stosunku do teorii boskiego działania. Tymi teoriami są teorie wielu światów.

Teorie wielu światów
Wyobraźmy sobie, że wygrywamy główną wygraną w dużego lotka. Prawdopodobieństwo wygranej wynosi 1/14 000 000. Czyli średnio musielibyśmy grać 14 milionów razy żeby wygrać. Wygrywamy jednak główną nagrodę i dostajemy jakąś dużą wartość pieniędzy. Załóżmy jednak, że nie wiemy nic o całym systemie gry i w ogóle nie wiemy skąd te pieniądze pochodzą. Możemy wnioskować wtedy, że ktoś celowo, za pomocą jakichś sztuczek wylosował takie liczby jak mamy na kuponie i zesłał nam pieniądze w tajemniczy sposób. Możemy jednak wnioskować inaczej, że istnieje wielu ludzi, którzy też grali tak jak my i nic nie wygrali. Podobnie może być z naszym światem. Może być tak, że gdzieś tam daleko istnieje ogromna liczba wszechświatów. Wszystkie powstały przez przypadek. Inne wszechświaty mają zupełnie inne stałe i nie może w nich powstać życie. Są to kupony, które nie przyniosły właścicielom wygranej. Czyli istoty, które w nich mogły powstać w ogóle nie powstały. Tylko my możemy cieszyć się wygraną, bo tylko my jesteśmy właścicielami kuponu, który umożliwia nam cieszenie się z wygranej. Inni cieszyć się w ogóle nie mogą. Nawet nie mogą pomyśleć o tym, że się nie mogą cieszyć. Ich kupony im tego nie umożliwiają.

Jedna z teorii wielu światów głosi, że obok naszego wszechświata istnieją inne wszechświaty. W takim wielkim mulitwszechświecie wszechświaty powstają jak bąbelki w gotującej się wodzie. W teorii tej są jednak pewne niejasności. Trudno jest odpowiedzieć na pytanie: Ile tych wszechświatów jest? Jeżeli jest ich skończona ilość to, dlaczego jest ona taka a nie inna? A jeżeli jest ich nieskończenie wiele, to jak w ogóle można sobie wyobrazić coś takiego jak nieskończona ilość? Poza tym musimy założyć istnienie jakiejś ogromnej czasoprzestrzeni tego multiwszechświata. Nasza czasoprzestrzeń powstała wraz z wielkim wybuchem. A jak powstała tamta wielka? Przyjęcie multiwielkiego wybuchu też nie rozwiązuje problemu uformowania, bo prawdopodobieństwo przypadkowego powstania takiego multiwszechświata gdzie mogą powstawać małe wszechświaty też nie jest duże.

Inna teoria wielu światów głosi, że dzięki czarnym dziurom powstają nowe wszechświaty; tak zwane wszechświaty niemowlęce. Nasz wszechświat też mógłby być takim niemowlęcym wszechświatem we wszechświecie matce. Wszechświat matka też z kolei mógłby mieć jakąś swoją matkę i tak dalej, aż w końcu doszlibyśmy do jakiejś pierwszej matki. Rodzi się tutaj jednak pytanie, jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego powstania takiej super matki, gdzie mogłyby powstawać czarne dziury zamiast tworzyć się chaos. Takie prawdopodobieństwo też nie jest duże, więc nawet gdyby ta teoria była prawdziwa, to trudno jest powiedzieć, że wyjaśnia ona problem uformowania.

Najciekawsza moim zdaniem teoria wielu światów została opracowana przez Hugh Eweretta w 1957 roku. Teoria ta została stworzona po to, aby pozbyć się przypadkowości w mechanice kwantowej. Jak się jednak okazało może ona też tłumaczyć dziwny zbieg okoliczności prowadzący do naszego powstania. Teoria ta głosi, że za każdym razem, gdy dochodzi do redukcji funkcji falowej, świat dzieli się na wiele światów. Tyle jest tych światów ile jest możliwości lub sposobów znalezienia cząstki. Cząstki są rozmyte w przestrzeni. My jednak nie możemy ich zobaczyć jako rozmyte. Cząstka podczas obserwacji musi wybrać jakieś położenie. Gdy cząstka wybiera jakieś położenie mówimy, że dokonała się redukcja funkcji falowej. Pozostaje pytanie: Dlaczego cząstka wybiera takie a nie inne położenie? Teoria Everetta czyni to pytanie bez sensu. Cząstka wybiera wszystkie możliwe stany. My natomiast możemy obserwować tylko jeden wybór. Na początku wszechświata dominowały procesy kwantowe i można by przypuszczać, że z wielkiego wybuchu wyewoluowała bardzo duża ilość wszechświatów z różnymi wartościami stałych. Większość z nich nie umożliwia powstania życia. Tylko w niektórych życie było możliwe i my właśnie w takim wszechświecie żyjemy.

To co najbardziej razi w teorii wielu światów Everetta, człowieka nie obeznanego z fizyką współczesną to przerażająca mnogość światów, które nie wiadomo gdzie są. Nie widzimy nowopowstałych wszechświatów obok nas. Gdzie więc one się znajdują? Jeżeli uznamy, że świat jest zbudowany z jakieś substancji w trójwymiarowej czasoprzestrzeni i istnieje tylko to, co możemy zaobserwować, to faktycznie równoległe wszechświaty nie istnieją. Jednak fizyka współczesna coraz bardziej odchodzi o takiego zdroworozsądkowego pojmowania świata. Już Einstein wykazał, że nie istnieje coś takiego jak materialne rozciągłe cząstki takie jak je sobie wyobrażali starożytni filozofowie. Masa to jest w rzeczywistości skoncentrowana energia. A czym jest energia? Trudno jest powiedzieć o energii więcej niż to, że jest ona pewną wartością występującą we wzorach. Świat można więc potraktować jako pewien model matematyczny. Przy takim założeniu lepiej jest wytłumaczyć wiele zjawisk dziejących się we wszechświecie.

Według teorii wielu światów Everetta istnieje ogromna ilość możliwych historii wszechświata i w każdej chwili mogą powstawać nowe odgałęzienia istniejących historii. Można to przyrównać do ogromnego drzewa. W pewnym punkcie pień rozdziela się na kilka gałęzi. Te gałęzie też mają swoje rozgałęzienia. Rozgałęzienie we wszechświecie następuje w wyniku redukcji funkcji falowej. Redukcja taka może następować w wielu miejscach we wszechświecie. Jeżeli chcemy przejść po drzewie do punktu gdzie powstało życie to musimy iść po określonych gałązkach.

Wszechświat w rzeczywistości może być całkowicie zdeterminowany i ewoluować unitarnie. Każda możliwa historia wszechświata jest zdeterminowana i nie mogła inaczej się wydarzyć. Całe drzewo po prostu jest. Wszystkie gałęzie są takie, jakie są. Nie istnieje czas, który płynie od przeszłości do przyszłości. Czas po prostu jest. Cały wielowszechświat po prostu jest. My natomiast istniejemy tylko w jednej jego historii. Historii jest natomiast ogromnie wiele. Żyjemy w takiej historii gdzie widzimy piękny pałac będący naszym domem. W ogromnej jednak większości historii nie ma takich pięknych pałaców. Istnieje tam brzydki chaos nieprzyjazny dla jakiegokolwiek życia.

Teoria Everetta jest o tyle ciekawa, że na jej podstawie staje się możliwe do wyjaśnienie dziwne nagromadzenie zdarzeń, które doprowadziły do powstania życia. Problem uformowania zostaje wyjaśniony bez odwoływania się do Boga. Teoria ta wyjaśnia także dziwne zachowanie się cząstek elementarnych. Pokazuje również, że gdyby cząstki zachowywały się normalnie, to żylibyśmy w bardzo ubogim wszechświecie. Gdyby wszechświat ewoluował unitarnie i wszystko, co się dzieje miałoby przyczynę, że dzieje się tak a nie inaczej, to istniałaby tylko jedna historia. Żylibyśmy we wszechświecie, który nie dopuszcza innych możliwości zdarzeń niż te, które wynikają z praw rządzących jedną historią.
Teoria wielu światów rodzi jednak wiele kontrowersji i jest często krytykowana przez fizyków i filozofów. To co jest w tej teorii trudne do przyjęcia to ogrom tego wielowszechświata. Musiałby on być niezwykle rozbudowany. Liczba możliwych wszechświatów jest trudna do wyobrażenia. Niektórzy posługują się brzytwą Ockhama i odrzucają tą teorię jako niepotrzebne mnożenie bytów. Teorii wielu światów nie można też zweryfikować doświadczalnie, bo nie widzimy tych światów i raczej ich nie zaobserwujemy, ani doświadczalnie, ani eksperymentalnie. Gdybyśmy jednak uznawali tylko to, co możemy zweryfikować, to należałoby odrzucić wiele innych teorii naukowych. Należałoby zaprzestać badań nad czarnymi dziurami dopóki nie dolecimy do którejś z nich, aby zbadać, co się tam naprawdę dzieje. Nauka coraz bardziej wykracza poza badania eksperymentalne.

Wielość jednej jaźni

Problem z teorią Everetta powstaje, gdy pytamy, co dzieje się z jaźnią, gdy świat dzieli się na wiele światów. Powinny tam powstać takie same jaźnie. Jest to jednak niemożliwe abym ja był świadomy dwóch osób naraz w dwóch światach. Zdecydowanie moje ja różni się czymś od tego ja w innym świecie. Różni się podmiotowe odniesienie.

W Dialogach Stanisław Lem stawia pytanie następujące: czy gdybym umarł i moje ciało uległoby zniszczeniu, a następnie ktoś stworzyłby takie same ciało ze wszystkimi detalami, to czy byłbym to dalej ja, czy też ktoś inny. Wydawać by się mogło, że byłbym to ja i żyłbym sobie dalej. Gdyby tak było, to można by mieć nadzieję znaleźć w przyszłości sposób na nieśmiertelność. Lecz co by było gdyby to ciało stworzyć za mojego życia, a następnie zniszczyć moje ciało? Z pewnością nie mógłbym dalej istnieć. Nie mógłbym przenieść się świadomością do innego ciała za życia mojego ciała ani po jego śmierci. Dlatego uzyskanie nieśmiertelności w ten sposób nie wydaje się możliwe.

Zatem gdy przyjmiemy teorię wielu światów, to pozostają nam dwie możliwości do wyboru: albo w nowym świecie powstaje nowa jaźń, albo w ogóle tam nie ma jaźni tylko ślepy mechanizm. Pierwsza możliwość rodzi pytanie, skąd ta jaźń mogłyby się pojawić. Musiałaby istnieć ogromna mnogość jaźni, a w każdej chwili powstawałyby miliony nowych. Druga możliwość rodzi moim zdaniem mniej problemów. Należy wtedy uznać, że może istnieć taka konstrukcja jak człowiek bez jaźni. Świadomość w rzeczywistości może być obserwatorem, który nie wnosi nic do ewoluującego unitarnie układu. Gdyby wszechświat ewoluował unitarnie i wszystko byłoby zdeterminowane, a nasze ciała jako należące do wszechświata też byłyby zdeterminowane, to moje ciało z jaźnią i moje ciało bez jaźni nie różniłyby się niczym. Moje ciało musiałoby się zachowywać tak samo, niezależnie od tego czy siedzi w nim moje ja czy też nie. Jego zachowanie wyznaczone byłoby przez prawa rządzące wszechświatem. Więc nie jest konieczne, aby moja kopia miała jaźń. Mogłaby mieć ona jakąś potencjalną jaźń.
Gdy przyjmijmy za prawdę, że jaźń jest takim obserwatorem i że we wszechświecie kopii istnieje moje ciało bez jaźni, to nasze ciało w ogóle (czyli to, które znajduje się we wszystkich możliwych historiach) można przyrównać do ogromnego drzewa. Nasza jaźń jest robaczkiem idącym po drzewie, wybierając sobie odpowiednie gałęzie, po których ma przejść. Na gruncie takiego podejścia można próbować bronić wolnej woli nie czyniąc krzywdy prawą matematyki. Możemy mówić, że świat jest całkowicie zdeterminowany i cała historia naszego ciała w ogóle jest zdeterminowana. Natomiast nasze jaźnie nie przeżywają całej tej historii. Wybierają tylko tą część historii, która im się podoba. Nasze ciało w ogóle może być jak ogromny worek, do którego wrzucone są możliwości. My wybieramy tylko niektóre z nich. W rzeczywistości w mózgu może dochodzić bardzo często do redukcji funkcji falowej, więc nasze ciało w ogóle może być bardzo rozbudowane.
Gdyby ta teoria była prawdziwa, to człowiek mógłby się czuć w świecie bardzo samotny. W rzeczywistości osoba, którą spotykam na codzień wcale nie musi mieć jaźni kroczącej równolegle z moją. Być może mój ojciec ożenił się kiedyś z inną kobietą niż moja matka, a to, co teraz oglądam to tylko pewne odgałęzienie jego historii, na której nie ma robaczka. Jest to tylko pusta gałąź. I nawet ty, który to czytasz nie możesz być pewny, że autor tego tekstu miał jaźń, gdy to pisał. Możliwe, że poszedł on już dawno inną gałązką tego ogromnego wielowszechświata.

Próbując, na gruncie teorii wielu światów, odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wszechświat jest taki, jaki jest (czyli dlaczego ten pałac jest taki piękny zamiast być brzydkim chaosem), można powiedzieć, że ten pałac to tylko jedna z wielu budowli ogromnego wielowszechświata. Żyjemy w nim bez możliwości opuszczenia go i zobaczenia, co jest na zewnątrz. Gdybyśmy go jednak opuścili, to zobaczylibyśmy inne brzydkie budowle. Zobaczylibyśmy, że cały wielowszechświat nie jest wcale taki piękny. Zobaczylibyśmy też mechanizmy nim rządzące i zrozumielibyśmy jak został zbudowany nasz pałac.

Tomasz Przepiórka – Absolwent Filozofii