Jaką rolę w życiu człowieka odgrywa cierpienie. Jak filozofia rozpoznaje jego źródła i ocenia jego wartość?

Uczucie złożone z szeregu wzruszeń, o źródłach różnego pochodzenia zewnętrznego bądź wewnętrznego, nacechowane mniej lub bardziej intensywnym uczuciem przykrości, wreszcie uczucie wyższe, czyli, według Lindworsky’ego l , występujące w następstwie czynności umysłowej, dobrze każdemu człowiekowi znane uczucie cierpienia. Zasięg samego słowa „cierpienie” nie jest wyraźnie określony. Cierpieniem może być ból fizyczny danej części ciała lub narządu, niewątpliwie związany z uczuciem przykrości. Wielokrotnie jednak dostrzega się w cierpieniu raczej zbiór różnorakich przeżyć, składających się na swoisty charakter każdego z przeżywanych przykrych stanów emocjonalnych.

Złożoność cierpienia można rozpatrzyć na przykładzie ciężko chorego człowieka. Załóżmy, że choroba pociąga za sobą konsekwencje w postaci bólu fizycznego. Człowiek doznaje wtedy cierpienia w sferze cielesnej. Jednocześnie jednak, nawet przy braku widocznych i odczuwalnych dolegliwości (niekoniecznie występujących przy ciężkiej chorobie), chory odczuwa ból w sferze duchowej, jest nim mianowicie poczucie bezsilności. Jest ono spowodowane zmianą „stanowisk” – człowiek, niegdyś działający, wpływający na stan rzeczy i bieg zdarzeń, obecnie poddawany jest działaniu, co degraduje go niekiedy nawet do roli przedmiotu. Według Schelera: „Opór całości wobec części jest tym bardziej odczuwany przez część, im mniej stawiająca opór część ma siły do wywołania przeciw-oporu i samopotwierdzenia”2 , co nazwał „doznawaniem”, a uzmysłowienie tego przez jednostkę jest według niego właśnie bólem bezsilności. Ból ten jest znakiem obumierania i ściśle wiąże się z pojęciem „ofiary”, gdyż, według Schelera, sam, jako rodzaj bólu, jest „ofiarą”. Pojęciem ofiary można objąć wszelakie rodzaje cierpienia, przy czym pojęcie to oznacza całkowitą rezygnację przykładowo z mniejszego dobra na rzecz dobra większego, nie uznaje bowiem rezygnacji z części przyjemności na rzecz jej całości – takie działanie określa Scheler mianem „kosztów”. Następstwem bezsilności u człowieka jest kapitulacja, czyli zaniechanie podejmowania jakichkolwiek działań skierowanych przeciwko „wrogowi”, jakim w tych rozważaniach jest choroba.

Przyglądając się skrajnie pesymistycznemu poglądowi Arthura Schopenhauera na świat można stwierdzić, że w pełni popierał on kapitulację. Z jego oceny wynikała dwojaka postawa wobec świata, mianowicie uznawał on świat za jedynie możliwy, potępiając go jednocześnie za zło moralne w nim zawarte. Uważał, że jedyną drogą jego uniknięcia (tj. zła) jest rezygnacja z woli życia i stłumienie w sobie pędu do działania, czyli po prostu kapitulacja.

Karol Marks natomiast kapitulację uważał za nieszczęście, za szczęście natomiast – walkę (jak to zaznaczył w ankiecie wypełnionej na prośbę córek)3, gdyż właśnie ona pozwalała mu mieć wpływ na rozwój zdarzeń i podejmować działania. Zniewolony chorobą wolał umrzeć spokojnie, aniżeli trwać w niemożności dokończenia zaczętych prac. Engels w liście do A. Sorge’a pisze o zmarłym Marksie: „Sztuka lekarska mogłaby mu może zapewnić parę lat wegetacji, życia istoty bezsilnej… Tego by jednak nasz Marks nigdy nie wytrzymał.” 4 . Bezsilność jednak dotyka ludzi dużo częściej, w życiu codziennym. Każdy człowiek doświadcza tego uczucia chociażby przez nieoczekiwane zdarzenia, takie jak nagła śmierć bliskiej osoby, lub po prostu przez narzucony odgórnie przymus zrobienia czegoś lub zaniechania. Jest wtedy człowiek pozbawiony szans na jakąkolwiek walkę, często postawiony przed faktem dokonanym, któremu musi się podporządkować, z którym zmuszony jest się oswoić bądź który zmuszony jest wprowadzić w życie. Niejednokrotnie człowiek pozbawiony możliwości wyboru i postawiony przez zbyt dużym dla niego do pokonania problemem, zwraca się ku, według niego, prostszym, aczkolwiek pociągającym za sobą zawsze znaczące konsekwencje, sposobom. Najczęstszą metodą radzenia sobie z przeciwnościami jest ucieczka przed nimi. Podobnie jak człowiek pierwotny, ratujący się ucieczką (w dosłownym tego słowa znaczeniu) przed jakimkolwiek zagrożeniem, tak obecnie współczesny człowiek wykazuje powinowactwo do swojego przodka, jednak ucieczka w tym przypadku nie jest odruchem bezwarunkowym, lecz wynika z doznań umysłowych, nie zaś fizycznych. Wskazuje również na brak odporności na dany stopień cierpienia. Można tu mówić o indywidualnych cechach każdej jednostki, od których zależy jej zachowanie wobec określonych sytuacji. I tak, przykładowo, jeden człowiek wobec śmierci bliskiej osoby będzie próbował się do tej myśli przyzwyczaić i dalej, bez nieobecnej już osoby, żyć, natomiast drugi wybierze drogę według niego prostszą i kończącą jego cierpienia, czyli śmierć. Pozbawiając się życia, jak sądzi, pozbawi się cierpień i tęsknoty za zmarłym. Widać więc, że reakcja człowieka na cierpienie może być różna. Jednakże zawsze wywiera wpływ na życie jednostki, i co za tym idzie, na życie ludzi ją otaczających.

Niekoniecznie jednak cierpienie powoduje negatywne lub obojętne reakcje ludzi. Niejednokrotnie przytoczony już przykład śmierci bliskiego wywołuje we wnętrzu człowieka przemiany powodujące reakcje pozytywne. Na przykład może spowodować nagły zwrot i uświadomienie sobie przez czyjąś śmierć wartości, jakie niesie ze sobą życie. Podobnie może być w przypadku ulegnięcia wypadkowi, kiedy zdrowie zyskuje na wartości dla poszkodowanego człowieka. W takich wypadkach możliwości jest wiele, przykładowo może to doprowadzić do rozwoju duchowego człowieka bądź do poszerzenia jego horyzontów oraz zmiany trybu życia. Tak więc cierpienie w skutkach może być zarówno pozytywne jak i negatywne, co zależy od psychiki określonej jednostki. Od niej zależy również różny sposób zachowania się wobec cierpienia, może to być hedonistyczna ucieczka przed nim, heroiczna z nim walka, przytępienie go aż do apatii, zaprzeczanie mu, tłumaczenie sobie cierpienia, usprawiedliwiania go jako kary, uprzedmiotowienie cierpienia i poddanie się cierpieniu dla wyzwolenia. Jednak reakcje te nie wypływają jedynie z natury jednostki, ale również z wyznawanej przez nią religii oraz propagowanych poglądów. Każda religia i filozofia ma określony pogląd na sprawę cierpienia.

Buddyzm jest „nauką wskazującą drogę ku wyzwoleniu z szeroko pojętego cierpienia (świat=cierpienie), wyzwoleniu dostępnemu dla każdego człowieka dzięki jego osobistym wysiłkom i zasługom w tym i w poprzednich żywotach”5. Owo wyzwolenie dokonuje się właśnie przez uprzedmiotowienie cierpienia. Fundamentem buddyzmu są cztery prawdy: 1)szlachetna prawda o cierpieniu; 2)prawda o powstaniu cierpienia; 3)prawda o zniweczeniu cierpienia; 4)prawda o drodze do zniweczenia cierpienia. Trzy pierwsze można nazwać zasadami teoriopoznawczymi, natomiast czwarta odnosi się do sposobu wyzbywania się cierpienia z jaźni. Jednym z jej elementów jest stopniowe niszczenie kolejno: badania, osądu, radości, smutku, cierpienia i błogości, po czym przejście w sferę nieskończonej przestrzeni. Stamtąd stopniowo przejście w sferę nicości, aby w końcu przeniknąć w stan zniweczenia świadomości i doznań osiągając nirwanę (dosł. zgaśnięcie) za życia.

Według Schelera „unaocznione(…) cierpienia(..) mają znaczenie wprowadzające do tego, by na (…) przykładzie zła (…) unaocznić nam kłamstwo, jakim jest autonomia świata w ogóle. (…) mają wartość polegającą na tym, że świat w swym istnieniu lub nieistnieniu zostaje dzięki nim ponownie objęty sferą panowania naszej aktywności duchowej, z której wyrwała go w sposób dla nas nieświadomy nasza żądza” 6 . Scheler bardzo pozytywnie odnosi się do założeń buddyzmu. Wskazuje, że myśl Schopenhauera (świat jest najgorszy ze wszystkich możliwych światów) oraz myśl Leibniza (świat jest najlepszy ze wszystkich możliwych światów; Leibniz jest autorem monadologii, wg której działanie tzw. monad jest zdeterminowane przez „harmonię wprzód ustanowioną” 7 – jest to koncepcja idealistyczna) są ogromnie dalekie od buddyzmu. Buddyzm, bez głębszego zastanowienia, mógłby się wydawać skrajnie pesymistycznym, gdyż z góry zakłada, że istnienie równa się cierpieniu. Jednak po głębszym poznaniu tej filozofii dostrzega Scheler głęboki sens, mianowicie: „(…) rdzeń tej idei cierpienia (…) znacznie przekracza wewnętrzne przeżycie człowieka(…), obejmuje raczej wszystko, co człowieka (…) pobudza z zewnątrz, co go tylko pociąga, wszystko, co w etymologicznym znaczeniu słowa jest „afektem” człowieka; obejmuje jego „zniewolenie” przez (…) postaci i rzeczy w ogóle” 8 . Aby osiągnąć nirwanę trzeba pozbyć się charakteru istnienia świata przez zniszczenie więzów żądzy, która „zniewala”, i zaprzestanie zastanawiania się nad treścią świata, teraźniejszością, a co za tym idzie odsunąć osąd na temat istnienia, zarówno afirmację (Leibniz) jak i negację istnienia (Schopenhauer). Budda nie wnika w osąd istnienia, pozostaje on wobec niego obojętny, celem wybawienia jest właśnie ta obojętność, wyciszenie, wygaszenie – nirwana.

Celem i motywem postępowania hedonistów była przyjemność, rozkosz. Stawiali oni ją na pierwszym miejscu, dążyli do umiejętnego wykorzystania jej. Skrajnie taką postawą życiową kierował się Arystyp z Cyreny. Dążył on nie tyle do posiadania dóbr materialnych, ile do przyjemności sprawiającej mu ich posiadanie i korzystanie z nich. Odrzucał on więc grunt, na którym „kwitnie” szczęście, zbierając jedynie jego „plony”. W ten sposób starał się za wszelką cenę unikać bólu, nie wiedząc jednak, jak twierdzi Scheler, że należy on do takiego typu rzeczy, które zachowują się odwrotnie, niż byśmy tego chcieli. I tak na przykład szczęście umyka, gdy staje się głównym celem działań. Podobnie odwrotnie dzieje się z cierpieniem – przychodzi, gdy za wszelką cenę pragniemy go uniknąć, przy czym staje się faktem tym szybciej, im mocniej chcemy do tego nie dopuścić. Praktyka unikania bólu, kontynuuje Scheler, prowadzi do zmniejszenia odporności na ten sam rodzaj bólu, przez co staje się on o wiele bardziej dotkliwszy. Ta wzmożona odporność na ból powoduje w efekcie większe cierpienia, co musi się skończyć tęsknotą za śmiercią – jedynym od nich wybawieniem. Alfried Langle, filozof na Uniwersytecie Wiedeńskim, popiera zdanie Nitzschego „Jeśli wiemy, po co cierpimy, możemy znieść prawie wszystko”. Uważa on więc, że nie należy unikać cierpienia, uciekać przed nim, lecz zrozumieć jego sens, co pozwoliłoby na uniknięcie wielu błędów związanych z reakcjami na ból, np. ucieczką. Lange twierdzi, że należy również odkryć, dla kogo cierpimy. Może to być inna osoba, społeczeństwo, Bóg czy sama osoba cierpiąca. Nie należy więc przed bólem uciekać, lecz zrozumieć, że jest to stała część życia, bardzo ważna, gdyż tylko dzięki jej poznaniu możemy być naprawdę szczęśliwi. Pojęciem ściśle związanym z hedonizmem jest eudajmonizm, pogląd etyczny, który za najwyższą wartość uznaje szczęście. Są różne typy eudajmonizmu, np. indywidualistyczny czy społeczny.

Wyznawcą hedonizmu umiarkowanego był Epikur, którego filozofia etyczna polega na nawoływaniu do życia w umiarze, ale z przyjemnością. Zbyt natarczywe „uganianie” się za przyjemnością może wywołać cierpienie, którego lepiej unikać, nawet za cenę poszukiwania przyjemności. Uważał, że ludzie w życiu dążą tylko i wyłącznie do osiągnięcia rozkoszy, co ważne, popierał to, nie zwracając, wydawałoby się, uwagi na trudności płynące z zastosowania tego przekonania w praktyce. Trudno bowiem chociażby zaniedbywać narzucone obowiązki w imię własnej przyjemności, gdyż mogłoby to doprowadzić do katastrofy i mieć wpływ nie tylko na życie zainteresowanego, ale również innych ludzi.

Inną formą hedonizmu, identyfikującą szczęście z przyjemnością, jest utylitaryzm głoszony przez Jeremy’ego Benthama i Johna Stuarta Milla. Uważali oni, że postępowanie człowieka jest właściwe, jeśli prowadzi do uzyskania największej ilości szczęścia, przy czym Bentham i Mill zwracali uwagę głównie na efekty postępowania, ignorując zaś drogę do ich osiągnięcia i intencje podejmującego dane działanie. Osąd działań polegał na tym, że najwłaściwsze były te, które dostarczały najwięcej korzyści. Bentham opracował metodę dokładnego wyliczenia, dającego odpowiedź na pytanie, czy dane działanie było słuszne czy też nie, nazywając ją rachunkiem hedonicznym. Na podstawie bilansu pozwalała ona porównać ilość szczęścia i cierpienia końcowego, określając jednoznacznie słuszność działania. Nietzsche zauważył, że nie można wszystkich ludzi postawić na równi i tym samym zrównać ich szczęścia. Twierdził on, że niektórzy ludzie są z istoty ważniejsi od innych, dlatego też absurdem jest stwierdzenie, że co dla jednego człowieka jest słuszne, słuszne jest też dla drugiego. Można również poddać krytyce ów rachunek hedonistyczny, gdyż biorąc pod uwagę wszystkie efekty określonych działań, trzeba wliczać również te nieznane, których siłą rzeczy nie sposób dokładnie określić teorią prawdopodobieństwa, jak przekonują utylitaryści. Wreszcie nie można narzucić człowiekowi jako odrębnej jednostce kryteriów postępowania, nie uwzględniając jego odczuć osobistych. Nie można uznać działania ze złych pobudek za duszne tylko dlatego, że działająca jednostka bądź grupa ludzi osiągnęła cel, który według utylitarysty jest pozytywny. Byłoby to sprzeczne z powszechnym przekonaniem ludzi, a w efekcie spowodowałoby brak akceptacji powyższej teorii.

Utylitaryzm ostro potępia Immanuel Kant, który twierdzi, że ważniejsze od skutków są właśnie motywy postępowania, będące istotą moralności. Człowiek dla Kanta jest moralny wtedy, kiedy postępuje z poczucia obowiązku, kiedy ten obowiązek uznaje i zgadza się z nim oraz kiedy nie przywiązuje wagi do jego konsekwencji; przy czym najlepszą rzeczą na świecie i poza nim jest dobra wola ludzka.

Mówiąc krótko, hedonizm to pogląd głoszący, że ludzie powinni zachowywać się tak, aby osiągnąć szczęście, przyjemność. Wydawałoby się to, bez głębszej analizy, prostym oraz wiarygodnym sposobem na życie, jednak w praktyce zdecydowanie przeczy temu, co decyduje o zachowaniach moralnych. W żadnym wypadku o tego typu sytuacjach nie może decydować tylko i wyłącznie chęć odczuwania przyjemności i szczęścia oraz unikanie cierpienia w każdym momencie życia.

Ideę heroicznej walki z cierpieniem, przytępianie go oraz zaprzeczanie mu stosowali w swoich poglądach cynicy, a następnie stoicy. Cynizm początek swój wziął od tragicznej sytuacji z powodu wojen między Spartą a Atenami i Koryntem oraz zamieszania towarzyszącego upadkowi imperium aleksandryjskiego. Ludzie zwątpili w jakiekolwiek zasady moralne w kraju, dlatego też zwrócili się ku filozofii, która umożliwiała im ratunek z tej sytuacji. Cynizm zakładał, że wszystkie wytwory cywilizacji są bezwartościowe, dlatego należy porzucić społeczeństwo i powrócić do życia ascetycznego. Na początku przybierał on formy dosłowne (od greckiego „kunos”, co znaczy „podobny psu”). Przykładem jest Diogenes, który swoje życie uczynił podobnym do żywotu psa. Zamieszkawszy w beczce zrezygnował z wszelkich czynności ludzkich. Cynicy uważali, że muszą wyrzec się uczestnictwa w złym świecie i całkowicie go zignorować, by przez to pozbyć się również i lęku. Jednak w późniejszych czasach, także i współcześnie, słowo „cynizm” nabrało nieco innego znaczenia. Cynicy wykorzystywali tę filozofię dla korzyści własnych, zaprzestając jej w czasie potrzeby, na przykład pożyczając pieniądze, a gdy przychodził czas zwrotu, stosując zasady obojętności. Był więc cynizm pierwotnie doktryną antyspołeczną oraz początkiem ascetyzmu zarazem, przez co miał wpływ na rozwój wczesnej filozofii chrześcijańskiej.

Stoicyzm natomiast powstał jako rozwinięcie cynizmu, lecz na drodze ewolucji ulegał licznym przekształceniom. Jego twórcą był Zenon z Kition. Przyczyny tej doktryny tkwiły, podobnie jak w cynizmie, w przygnębieniu z powodu sytuacji imperium aleksandryjskiego.

Stoicyzm uczył obojętności wobec wpływów zewnętrznych, przy czym głosił, że nic nie dzieje się przypadkowo i każde wydarzenie jest ustanowione przez Boga. Dlatego według stoików dobro lub zło zależało od człowieka, jak to wyraził Epiktet, cnota zamieszkuje wolę -tylko wola jest dobra lub zła.

Postawa heroiczna, czyli bohaterska, jest antyczną postawą wobec cierpienia. Bohater poszukuje cierpienia na drodze przygód i niebezpieczeństw. W pokonaniu przeciwnika odnajduję miarę swoich sił, ponadto w sile odnajduje szczęście i sławę, jako że zwyciężył cierpienie. Wydaje cię owa postawa skuteczną i wręcz pożyteczną, lecz, według Schelera, zawodzi wobec uczuć głębszych. Zwycięstwa zewnętrzne wypierają te wewnętrzne w głąb duszy, spychają je na dalszy plan, gdyż ów bohater, przez poczucie dumy, staje się człowiekiem oziębłym o stwardniałym sercu. Nie może pozwolić na naruszenie swojego wizerunku.

Przytępianie cierpienia oznacza całkowitą rezygnację z niego. Taką postawę reprezentuje Epiktet. Takie przytępianie usuwa źródła wszystkich radości z życia człowieka, co prowadzi do apatii, braku reakcji, pozbawienia wszelkich emocji. W rezultacie, gdyby taka postawa została wprowadzona w życie, świadomość egzystencji człowieka uległaby znacznemu zmniejszeniu.

Stoicy również propagowali inną postawę wobec cierpienia, mianowicie zaprzeczanie mu. Spinoza uważał, że zło można usprawiedliwić, gdyż wszystko dzieje się zgodnie z prawami natury, był deterministą. Twierdził, że spojrzenie na daną rzecz i określenie, czy jest ona dobra czy zła, zależy od relacji, w jaką wchodzi w określonej sytuacji z danymi przedmiotami czy zdarzeniami. Był więc relatywistą. Stoicy tłumaczyli każde zło z góry ustalonym porządkiem, integralną częścią życia. Wskutek czego to pozorne zło stawało się dobrem, czyli według stoików praktycznie go nie było, lecz, zgodnie ze zdaniem Schelera, pogląd ten „podkopuje wszelką energię wewnętrzną i zewnętrzną do zwalczania zła” 9 . Inny kierunek stoików biegł ku wyparciu cierpienia ze świata przez wmawianie, że cierpienie istnieje tylko dzięki naszemu przedstawieniu, nie zaś z powodu jakichś zdarzeń czy rzeczy. Uważali oni więc, że należy tak przedstawienie przekształcić, aby cierpienie zniknęło. Podjęli oni próbę całkowitego usunięcia zła ze świata, po której pojawiła się chrześcijańska nauka o cierpieniu.
Chrześcijanie radzili sobie z cierpieniem usprawiedliwiając je jako karę za grzechy, bądź jednostki, bądź przodków czy też całego rodzaju ludzkiego. Cierpienie i ból nie przybierają tu żadnego innego znaczenia. Są one złem, lecz w pełni usprawiedliwionym, które chrześcijanin powinien znieść, dzięki czemu zostanie oczyszczony. Cierpienie jest więc drogą do zbawienia, wobec czego staje się przyjacielem człowieka, mimo, że jest złem. Oczyszczenie jednak samo w sobie nie powoduje rozwoju moralnego i przybliżenia do Boga. To przez cierpienie chrześcijanin ma zrozumieć, co naprawdę w życiu jest ważne, co jest wartością wyższą, ono ma zwrócić uwagę człowieka na duszę i pomóc mu zrozumieć istotę zbawienia. Ponadto chrześcijańska doktryna cierpienia wskazuje na właściwy sposób doznawania go, mianowicie przez jego miłowanie. Trzeba wręcz poszukiwać cierpień, by tym głębiej zrozumieć ich sens i przybliżyć się do Boga, czując jego bezpieczeństwo i ochronę. W ten sposób chrześcijanin poszukując cierpienia i przeżywając je doświadcza szczęścia. W przeciwieństwie do eudajmonistów, którzy radowali się, ale tylko zewnętrznie, natomiast we wnętrzu odczuwali ból, chrześcijanie odbierają świat jako pełen cierpień, jednak w duszy doznają jego szczęśliwości. Widać więc, że wyznawcy Chrystusa odczuwają głębsze szczęście, a dzięki miłości mogą znosić cierpienie z radością. Według chrześcijan więc nie powinno się unikać cierpienia, uciekać przed nim, lecz cierpliwie je znosić dla miłości Chrystusa.

Cierpienie jako uczucie stanowi część życia każdego człowieka. Wiadomo już, że każda doktryna patrzy inaczej na kwestie z nim związane. Istnieją też różne sposoby na cierpienie: każdy z nich ma za zadanie w jakiś sposób sobie z nim poradzić, przez ucieczkę bądź przez jego akceptację, lecz istotną rzeczą jest odnaleźć pochodzenie cierpienia, jego źródła. Tutaj podobnie, każdy inny pogląd szuka jego źródeł i znajduje je, według każdego z nich są one ważnym jego elementem.

Jednym z największych źródeł cierpień człowieka jest jego strach przed śmiercią, przy czym jest on różnie odczuwany przez odrębne pokolenia. Na przykładzie człowieka pierwotnego i współczesnego można zauważyć, że u pierwszego z nich strach jest prawie całkiem przezwyciężony przez wiarę w istnienie po śmierci, w odrodzenie się w innym ciele, w dalszą zarówno duchową jak i cielesną egzystencję, natomiast wraz ze wzrostem cywilizacji wzrasta też liczba bólu i cierpienia (oraz ich różnorodność), związanych z odpowiedzialnością człowieka za własne życie, izolacją czy lękiem przed życiem.

Kant i Rousseau uważają właśnie, że to cywilizacja jest źródłem cierpień. Prawdą jest, że niesie ona za sobą nowe źródła przyjemności i radości, są to jednak uczucia płytkie. Te głębsze natomiast zdarzają się coraz częściej, w coraz większych ilościach, przy czym intensywność bólu jest również większa od intensywności przyjemności, ból też utrzymuje się dłużej i trudniej jest go zmniejszyć.

Zygmunt Freud, wybitny austriacki psychiatra, źródło cierpień upatruje w kulturze, materialnym i duchowym dorobku społeczeństwa, podnoszącym ludzi na wyższy poziom w obliczu przodków, mającym służyć do obrony przed naturą i regulacji stosunków między ludźmi. Kultura, jako stworzona przez społeczeństwo właśnie struktura organizacyjna, powinna chronić je również przed cierpieniem. Freud uważa, że przyczyną niezadowolenia społeczeństwa z ochrony kultury jest „nasza własna istota psychiczna”. Rozwój kultury można scharakteryzować mówiąc o przemianach dotyczących popędów, ściślej mówiąc o sublimacji popędów. Wraz z rozwojem kultury zmieniają się obyczaje i spojrzenie na świat, wskutek czego pradawny sposób poczynań ulega zmianie na aprobowany, można powiedzieć „szlachetniejszy”. Co za tym idzie, hamowane są naturalne instynkty, co jest, zdaniem Freuda, „przyczyną nienawiści, przeciwko której musiały walczyć wszystkie kultury” 10 . Człowiek odreagowuje brak zaspokojenia popędów ekonomiczne, jednak stan, w którym znajduje się on ze względu na kulturę, stan ograniczający, z pewnością ujemnie wpływa na jego zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Trzeba wziąć też pod uwagę, że człowiek jest z natury istotą agresywną, co bez wątpienia grozi wyładowaniem się na członkach społeczeństwa, mogącym doprowadzić do jego rozpadu. Dlatego też kultura musi starać się ograniczać te agresywne popędy, przez co siłą rzeczy krzywdzi poszczególne jednostki, a przez to całe społeczeństwo, „każąc” mu cierpieć przez ograniczenie i pohamowanie popędów, co, według Freuda, nie daje rezultatów, jest więc prawie wyłącznie źródłem cierpień człowieka. Dociekając źródeł cierpienia Freud ujmuje jego kwestię w aspekcie przedmiotowym ,staje się ono faktem, na który patrzy się z miejsca badacza. Teodycea Leibniza była próbą usprawiedliwienia Boga ze zła stworzonego przez niego i znajdującego się na świecie. Uważał on, podobnie jak Shaftesbury, że świat jest tworem doskonałym, jedynie jego część jest w tym wypadku źródłem, od którego pochodzą zło i cierpienie. Filozofowie ci ujmują cierpienie, podobnie jak Freud, w aspekcie przedmiotowym.

Inny oświeceniowy pogląd przyniósł odrębne spojrzenie na ten problem. Mianowicie przypisał on cierpieniu charakter jak najbardziej naturalny, ustanowiony przez prawa przyrody, przemijanie. Wolter krytykował poglądy Laibniza i Shaftsbury’ego, twierdząc: „myśleli tylko o tym, by się popisać inteligencją. Ja zaś cierpię – i głoszę to.” 11 Wolter ujmuje cierpienie w aspekcie przeżyciowym, co znaczy tyle co doświadczenie go „na własnej skórze”, wyrażone słowem „cierpię”.

Karol Marks w swojej filozofii źródło cierpienia dostrzega w egoistycznym indywidualizmie oraz strukturze społeczeństw klasowych. Za rozwiązanie uważa on komunizm, który według niego jest szansą na powrót człowieka w głąb siebie. Indywidualizm ma związek z cierpieniem rodzącym bunt, więc najlepszym rozwiązaniem będzie usunięcie go na rzecz zrzeszania się ludzi w szczęśliwe społeczeństwo.

Ważnym i większości ludzi znanym źródłem cierpienia jest ból, zarówno fizyczny jak i psychiczny. Fizyczny związany jest najczęściej z chorobą lub wypadkiem, przykładowo złamana ręka w tym czasie staje się przyczyną bólu, a co za tym idzie – cierpienia. Wiele osób deklaruje, że jeśli miałoby możliwość, z chęcią pozbyłoby się czucia, aby wyzbyć się cierpień wywołanych bólem fizycznym. Na dłuższą metę jednak jest to postępowanie wysoce niebezpieczne, gdyż pozbawieni czucia, tym samym bólu, jednocześnie pozbawieni byliby naturalnego systemu alarmowego organizmu, przez co często mogliby nie zdawać sobie sprawy, że coś im dolega. Lekceważąc chorobę, nie lecząc jej, w ogóle o niej nie wiedząc, naraziliby się na utratę zdrowia, nawet życia. Ból więc, jak widać, jest potrzebny i naturalnie uwarunkowany. Inny rodzaj bólu – psychiczny – może być spowodowany wieloma czynnikami, przykładowo poczuciem winy, utratą bliskiej osoby czy niską samooceną (możliwości jest wiele). Jest to jednak ból powodujący cierpienie nie dające się usunąć na drodze medycznej i często powodujące uraz psychiczny, a co za tym idzie – cierpienie człowieka.

Poglądy na temat radzenia sobie z cierpieniem są różne. I tak według Kanta powinno się wytrwać mimo wszystko, natomiast Rousseau sugeruje powrót do natury. Schopenhauer radzi: trzeba pogodzić się z cierpieniem, którym jest już samo istnienie, i skapitulować, Hegel zaś twierdzi, że trzeba zapomnieć o cierpieniach i służyć Bogu z oddaniem jako Jego żołnierz. Eduart von Hartmann łączy filozofie Schopenhauera i Hegla, uważa on, że przyczyną pogłębiania cierpień jest rozwój cywilizacji i kultury (podobnie jak Freud), przez co ludzkość uwalnia się przez doświadczanie (jednocześnie uwalnia się cierpiący Bóg). Według Fichtego trzeba odczuwać radość i satysfakcję sumienia ze spełnienia obowiązku i przeznaczenia na świecie. Jest to postawa heroiczna, podobnie jak doktryna Kanta i Hegla. Natomiast Nietsche powiada: „Jeżeli wiemy, za co cierpimy, możemy znieść prawie wszystko”.

Poruszenie kwestii cierpienia w tak wielu rozprawach filozoficznych u tak wielu wybitnych, znaczących filozofów niewątpliwie wskazuje na wysoką jego wartość. Cierpienie było, jest i będzie. Będą też przedstawiane różnorakie sposoby radzenia sobie z nim. Każdy człowiek to indywiduum i każdy posiada własny stosunek do tego tematu. W różnych epokach wykształciły się mniej lub bardziej przez jednostkę popierane doktryny, jednak myślę, że nie można do końca potępiać żadnej z nich tak, jak nie można potępiać człowieka za jego przekonania religijne czy własne zdanie na dany temat. Każda z filozofii niesie za sobą na pewno spory bagaż przemyśleń i czasu poświęconego na rozważania jej sensu. Myślę, że każdy z filozofów ogłaszał swoje poglądy mając na uwadze nie tyle własne dobro, co dobro społeczeństwa, w tym także nas, współczesnych, a z punktu widzenia przeszłości -przyszłych pokoleń. Natomiast teraz już każdy z nas sam zdecyduje, czy opowie się za którąś z teorii, czy może po zapoznaniu się z wieloma poglądami na dany temat, wysunie własną, kto wie, może będącą przełomem, filozofię.

Joanna Bilska


Przypisy:

1. Koncepcja uczuć wyższych zaczerpnięta z J. Lindworsky’ego: „Psychologia eksperymentalna”. Kraków 1933
2. Max Scheler: „Cierpienie, śmierć, dalsze życie”. Warszawa 1994 (s. 17)
3. „O Karolu Marksie”, Zbiór wspomnień a artykułów. Warszawa 1950 (s. 210)
4. K. Marks i F. Engels: „Listy wybrane”. Warszawa 1975 (s. 478 – 479)
5. Marek Mejor: „Buddyzm”. Warszawa 1980
6. Max Scheler: „Cierpienie, smierć, dalsze życie”. Warszawa 1994 (s. 43 – 44)
7. Encyklopedia Powszechna PWN. Warszawa 1976 (tom 2, s. 692)
8. Max Scheler: :Cierpienie, śmierć, dalsze życie”. Warszawa 1994 (s. 41) 9. Max Scheller: „cierpienie, smierć, dalsze życie”. Warszawa 1994 (s. 53)
10. Barbara Markiewicz: „Filozofia dla szkoły średniej” wybór tekstów. Warszawa 1988 (s. 341)
l 1. List do E. Bertrand, cyt. wg B. Baczko, :Wolter: zło i ład natury”. Ossolineum 1947

Bibliografia:

1. „Człowiek, jego ból, cierpienie i prawo do szczęścia”. Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej, Gdańsk 1978
2. Encyklopedia Powszechna PWN. Warszawa 1976
3. Richard Hopkim Avrum Stron: „Filozofia”. Poznań 1994
4.Barbara Markiewicz: „Filozofia dla szkoły sredniej” wybór tekstów. Warszawa 1988
5. Marek Mejor: „Buddyzm”. Warszawa 1980
6. Max ScheIler: „Cierpienie, śmierć, dalsze życie”. Warszawa 1994
7. Józef Tischner: „Filozofia dramatu”. Kraków 1998